„Byli w jego pracowni w ogrodzie. W pobliżu nie było nikogo prócz Wilhelminy, która czuwała w domu przy matce. Zachodzące słońce malowało świetliste plamy na białej tynkowanej ścianie. Vincent wzruszony przerzucał karty książki. Po raz pierwszy w życiu ktoś inny — nie Theo — czuł potrzebę okazania mu serca. Vincent rzucił książkę na łóżko i wziął Margot w ramiona. Oczy jej przesłoniła mgła namiętności. Podczas wspólnych wędrówek po polach i łąkach zamieniali tylko drobne pieszczoty, obawiali się, że ktoś ich podpatrzy. Margot poddawała się zawsze jego pieszczotom całym sercem i pełna oddania. Pięć miesięcy minęło, odkąd Vlncent rozstał się z Krystyną. Był trochę nerwowy, nie ufał sobie. Trzymał się jednak w garści — z lęku, że mógłby urazić Margot.
Teraz spojrzał w jej serdeczne piwne oczy i pocałował ją. Zamknęła oczy i rozchyliła usta dla przyjęcia jego ust. W ciasnym uścisku ciała ich od ust do stóp doskonale pasowały do siebie. Łóżko stało tuż obok. Usiedli na nim, spleceni uściskiem, zapominając o niedobrych latach bez miłości.
Słońce zaszło, świetlista plama na ścianie zniknęła, pokój nurzał się w półmroku. Margot przesunęła rękę po twarzy Vincenta szepcząc słowa miłości. Vincent czul, że pogrąża się w otchłań, z której jest tylko jedna możliwość powrotu. Siłą oderwał się od Margot, podszedł do sitalug i zmiął w dłoni kartkę papieru, na której rysował. Z ogrodu dochodziło tylko wołanie sroki siedzącej na akacji i dzwonki krów wracających do obory. Po chwili Margot odezwała się cicho i spokojnie“(8)
<<<< Poza tym w całym pokoju
| - kiedy został sam pomyślał >>>>